Kończy się styczeń, zaczyna się trasa Lao Che. Uwielbiam. Już jako trzeci na liście był Sosnowiec. A gdzie spędziłam ferie? W Dąbrowie Górniczej, z której do Sosnowca jest tylko kilka kilometrów. Dlatego też od początku cieszyłam się, że uda mi się pojawić na ich koncercie. Tym razem jednak, po raz pierwszy w ogóle byłam na koncercie z tatą, który też ich lubi. Głównie za Powstanie, ale nie tylko.
Muszę powiedzieć że to drugi najlepszy koncert Lao. Ale nie ma co się dziwić, bo drugi klubowy. Koncerty na festiwalach nie są takie klimatyczne jak te. Nie ma takiego kontaktu z zespołem no i nie słychać też tak ludzi jak tu.
Tym razem w porównaniu do Gniezna było dużo mniej kawałków z Gospel. W ogóle grali też trochę krócej bo 1.5h,a nie 2h jak w Gnieźnie. Jednak było świetnie. Pośpiewalim i pośmialim się. Uwielbiam ten zespół tak bardzo, że trudno opisać.
W lutym przede mną koncert w Przeźmierowie, a w kwietniu- Września.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz