piątek, 15 stycznia 2016

Zima u Q

Pierwszy raz miałam przyjemność zobaczyć film mojego ulubionego reżysera- Quentina Tarantino w kinie. Pana przedstawiać nie trzeba, bo to po prostu klasyka akcji. Co ja mówię... Klasyka w ogóle kina. Nie dość, że filmy są zawsze na bardzo wysokim poziomie, to i można się u nim uśmiać i w ogóle świetnie spędzić czas. Bękarty wojny na przykład widziałam niezliczoną ilość razy i nigdy ten film mi się nie znudzi. Na podstawie jego scenariusza również powstał mój ulubiony film- Urodzeni mordercy.
Ostatnio jednak w końcu obejrzałam Tarantino w kinie. Oczywiście mowa o Nienawistnej ósemce. To drugi już western wyreżyserowany przez niego. Cóż... nie przepadam za westernami, ale to przecież Quentin.
John Ruth- łowca nagród nazywany również Szubienicą, wiezie na powieszenie Daisy Domergue. Spotyka ich jednak okropna śnieżyca. Po drodze zabierają swoim dyliżansem spotkanego Majora Marquisa Warrena. Chwilę później również Chrisa Mannixa, który podaje się za nowego szeryfa. Wszyscy chcą dostać się do Red Rock, ale zmuszeni są zatrzymać się przez zamieć śnieżną w Wyoming. Tam jednak okazuje się, że spiskuje z Daisy.
Z Django też miałam pewne obawy, a jednak był to bardzo dobry film.
Tym razem jednak mam mieszane uczucia. Nie można powiedzieć jednak, że to był zły film. Absolutnie nie był. Był dobry. Może nawet bardzo dobry. 7,5/10. Nie było w tym jednak widać, ani czuć tego tarantinowskiego smaczku. Kilka jego żarcików, ale mimo to dalej nie było czuć, że to on.
Mimo wszystko film mi się nawet podobał.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz