czwartek, 31 grudnia 2015

Koniec

Żegnamy się dzisiaj z rokiem 2015. Czy to był dobry rok? Pod wieloma względami zdecydowanie tak. Brałam udział w świetnych koncertach, wielu wydarzeniach kulturalnych, poznałam świetnych ludzi i w ogóle spędziłam świetny czas.
Mam nadzieję, że w przyszłym roku rozwinę się i spędzę jeszcze lepszy czas.
Życzę zatem każdemu, a także sobie, żeby w przyszłym roku nikt z nas nie marzył. Marzenia są dla słabych. My zacznijmy planować. Planować i od razu to robić.
Niech przyszły rok będzie jeszcze lepszy! Rozwijajmy swoje pasje i działajmy!
Wszystkiego dobrego!

środa, 30 grudnia 2015

You're the Worst

Obiecany wpis. Dzięki wspaniałej Kasi poznałam ostatnio świetny serial.
You're the Worst jest amerykańskim serialem komediowym. Opowiada on o dwójce ludzi, Gretchen i Jimmym, którzy próbują stworzyć jakiś związek. Jest to jednak cięższe niż się wydaje, ponieważ obydwoje są osobami bardzo toksycznymi. Jimmy jest nikomu nieznanym pisarzem. Do tego jak dla mnie jest bardzo przystojny i jest Brytyjczykiem! (halo? Ten piękny akcent!)  Bardzo chlubi się swoją książką, chociaż bardzo niewiele osób ją w ogóle przeczytało i jest fetyszystą stóp. Gretchen jest bardzo imprezową dziewczyną. Robi masę głupich rzeczy i jest przezabawną osobą. Obydwoje sądzą że mówienie o uczuciach jest okropne, przez to potem pojawiają się pewne problemy. Głównie jednak rozumieją się i dobrze dogadują. Obydwoje nie chcą się angażować za bardzo w ten związek, więc nie ma problemu.
Serial ma dwa sezony. Przetłumaczone jest jednak tylko kilka odcinków. Resztę trzeba oglądać w oryginale.
Trzeciego sezonu możemy się spodziewać w przyszłym roku.

wtorek, 29 grudnia 2015

Nowe odkrycie

Zespołem, który ostatnio powalił mnie na kolana jest Slothrust.
Poznałam ich z tego, że ich najpopularniejsza piosenka- 7:30 Am jest w czołówce świetnego, ostatnio ukochanego serialu- You're the Worst. (Wpis o serialu pojawi się jutro)
Jest to jedna z niewielu grup, gdzie występuje damski wokal, który mi się podoba. Właściwie podoba to małe słowo. Jestem nim po prostu oczarowana do granic możliwości.
Właściwie ciężko o nich znaleźć jakiekolwiek informacje, ponieważ są bardzo undergroundowi i szczególnie u nas, za oceanem mało znani. Wokalistką i gitarzystką jest Leah Wellbaum, która zespół założyła. Will Gorin i Kyle Bann jednak po jakim czasie wypełnili jej solowy projekt i stali się trzyosobowym zespołem. 

Ich muzykę ciężko zdefiniować. Jest trochę taki alternatywny rock z domieszką bluesa, jazzu i punkową wisienką.
Nie mogę wyjść z zachwytu nad nimi. Są po prostu genialni.


poniedziałek, 28 grudnia 2015

Magnetofonowa

W sumie trochę na tę gazetę czekałam. Nie mogłam się doczekać, żeby wziąć ją w swoje ręce. Wiedziałam, że będzie świetna.
Zacznijmy od tego co to. Gazeta Magnetofonowa to gazeta, o polskiej muzyce bez podziałów gatunkowych. Zajmuje się nią masa dziennikarzy zakręconych na tym punkcie i muzycy. Redaktorem naczelnym Magnetofonowej jest Jarek Szubrycht znany z zespołu Lux Occulta i napisanych kilku biografii m.in. "Nie tak łatwo być Czesławem".
Pierwszemu wydaniu towarzyszy pytanie przewodnie "Czy istnieje polskie brzmienie?". Możemy na ten temat przeczytać wypowiedzi wielu osób, najczęściej pochodzenia innego niż polskie, ale którzy jednak w polskiej muzyce siedzą i się orientują. Dalej mamy kilka wywiadów (m.in wywiad z Dawidem Podsiadło). Mamy artykuły gatunkowe. Artykuł o polskim jazzie, polskim metalu, czy polskim hip-hopie. Mamy recenzje płytowe. Mamy kilka słów o ostatnich biografiach. No i najlepsze- mamy felietony. Sześć felietonów napisanych przez muzyków (m.in Pablopavo i Kasię Nosowską), producentów muzycznych, czy dziennikarzy radiowych. Każdy jeden felieton jest świetny. Czytanie ich sprawiło mi właśnie największą przyjemność i naprawdę są bardzo wartościowe.
Całą gazetą jestem zachwycona i myślę, że na przyszły numer również się rzucę. Mam też nadzieję, że pewnego dnia i ja w niej wyląduję.


niedziela, 27 grudnia 2015

ja i moje Spięte CV

Ważnym dla mnie polskim zespołem, właściwie chyba najważniejszym, jest Lao Che. Wspominałam o nich już nawet kilka razy w top 5. Zaczęło się od albumu "Powstanie Warszawskie", którego mojego rodzice bardzo dużo słuchali. Kiedy zaczęłam go słuchać sama to leciał on u mnie w kółko i w kółko. Wywołuje on u mnie tyle emocji, że trudno o tym mówić. Nie jeden raz miałam łzy w oczach podczas odsłuchiwania, a tylko kilka razy się zdarzyło, że na "Starym Mieście" nie miałam dreszczy i to dlatego, że słuchałam tego wtedy za dużo. Zmęczenie materiałem.
Potem przeszłam jakoś do kilku najbardziej znanych utworów. Dosłownie dwóch, czy trzech. Potem w 2014 roku udało mi się być na ich koncercie na Woodstocku. (Na tym kawałku w wersji Woodstock zawsze mam ciary LINK.) Po koncercie przyszła mi ogromna faza. Skupiłam się głównie na płycie "Gospel" i "Soundtrack". Właściwie słuchałam ich non-stop.
Teraz jak wyglądał zeszły rok z Lao Che?
W końcu pod koniec stycznia dowiedziałam się, że zespół zagra w Gnieźnie. Od razu zadzwoniłam do przyjaciółki i krzyczałam ze szczęścia. Koncert miał być 20 marca, więc byłam pewna, że mam dużo czasu. Ze spokojem czekałam na koncert, ale bez biletu i ups... Bilety się wyprzedały.
Skontaktowałam się jednak z wujkiem, który załatwił mi i przyjaciółce wejście na koncert.
To był najlepszy najlepszy polski koncert! Naprawdę! Właściwie nawet nie potrafię opisać jak świetnie było. Przytuliłam nawet część zespołu i podziękowałam za wpisanie na listę gości. Było świetnie.
To był ich pierwszy koncert w zeszłym roku. Kolejnym był występ na Jarocinie, potem znowu Woodstock jako Jazzombie (projekt Lao Che z Pink Freud) i ostatni LuxFest.
Zespół w tym roku kontynuuje trasę promocyjną albumu "Dzieciom".
11 lutego zespół wystąpi w Poznaniu i mam nadzieję, że uda mi się pojechać.


sobota, 26 grudnia 2015

Poza snem

Od 15 listopada w miejskiej galerii w Bydgoszczy możemy oglądać świetną wystawę Zdzisława Beksińskiego "Poza snem". Kolekcja obrazów pochodzi ze zbiorów Muzeum Historycznego w Sanoku skąd też sam artysta pochodzi.

W liście do młodego miłośnika sztuki z 4 czerwca 1965 roku zapisał Beksiński myśli, której był wierny całe życie. Nigdy nie tworzył teorii, ale często usiłował wyjaśniać innym, nie tyle czym dla niego jest sztuka, co raczej czym ona nie jest. Pół wieku później warto ponownie się nad tymi refleksjami pochylić. Wystawa w Galerii Miejskiej bwa w Bydgoszczy jest retrospektywą pokazującą na ok. 200 obiektach przemiany, jakie zachodziły w jego twórczości w przeciągu niemal 60 twórczych lat. Pokazujemy więc kilka wczesnych rysunków, jeszcze z lat 40. minionego wieku. Obserwujemy, jak zmienia się i udoskonala jego technika podczas 20 lat. Prezentujemy także zespół fotografii, w których szokuje pomysłami, wyprzedzając nadchodzące z wolna kierunki sztuki (pamiętajmy, że okres fotograficzny to zaledwie siedem lat: 1953–59). Skupiamy się jednak przede wszystkim na twórczości dojrzałej: okresie fantastycznym i ostatnich 20 latach życia.- Wiesław Banach- kurator wystawy
Do Bydgoszczy mam jakieś 90km, ale wystawa ominąć mnie nie mogła. Mam nadzieję, że w przyszłym roku w końcu uda mi się pojechać do Sanoka. 






piątek, 25 grudnia 2015

TOP 5 2015: Odkrycia muzyczne

Kontynuuję moje TOP 5. Dzisiaj chciałabym napisać, o największych odkryciach muzycznych tego roku.
  • miejsce 5: Slothrust
    Najnowsze odkrycie. Znam ich kilka dni, a już tak bardzo ich kocham. Pojawi się wkrótce o nich wpis, także cierpliwości...
  • miejsce 4: (hed) p.e
    Znałam ich już długo wcześniej, przede wszystkim z samochodu, bo wujek długo ich słucha, ale dopiero w tym roku sama zaczęłam ich słuchać. Chłopaki byli też na tegorocznym Woodzie i przyznam, że był to jeden z lepszych koncertów.
  • miejsce 3: Muse
    Wiele razy słyszałam na ich temat. Trochę mi nie podchodzili, ale w tym roku jakoś jak ich kolejny raz przesłuchałam, to oddałam się ich urokowi.
  • miejsce 2: Jack White
    Naprawdę, nie mogę uwierzyć, że wcześniej go nie znałam. Jestem od tego roku strasznie zauroczona jego twórczością.
  • miejsce 1: Dubioza Kolektiv
    Cóż... Był już o nich oddzielny wpis, więc nie będę się rozpisywała. Te małe kwiatuszki są aktualnie jednym z moich ulubionych zespołów. Kto by pomyślał, że znam ich dopiero pół roku...

czwartek, 24 grudnia 2015

Święta święta i po świętach...

Dużo się mówi zawsze o świętach. Wyczekuje i planuje... W tym roku święta zupełnie nie są odczuwalne. Na ulicach nawet mniej lampek niż zwykle. W sklepach górują Gwiezdne Wojny, a nie Mikołaje jak co roku. No i halo??? Gdzie jest śnieg??
Nie wiem.. Może to też wiąże się z dorastaniem. Może już jestem za stara. Może już nigdy nie poczuję świąt.
Możliwe, że większość jest już po kolacji. Może jak mój młodszy brat od razu po otworzeniu prezentów polecieliście przed komputer. Nie wiem. Uważam, że święta nawet dla osób niewierzących powinny być chociaż czasem rodzinnym. Posiedźcie z rodziną przy stole. To naprawdę potrafi być miłe.
W każdym razie wszystkiego dobrego!

środa, 23 grudnia 2015

Samotna Męska Łezka

Mówi się, że mężczyźni nie płaczą. To prawda, mężczyźni nie płaczą- Samotna Męska Łza jest czymś zupełnie innym. SMŁ nie oznacza słabości. SMŁ jest aktem zawodu, cierpienia, tęsknoty, desperacji. Zdarza się każdemu mężczyźnie. Jest ona, szczególnie na ekranie, mile widziana przez większość kobiet. Jeśli jeszcze materiał jest dobrze nagrany, Samotna Męska Łza jest czymś zachwycającym (szczególnie przez płeć piękną oczywiście). Powstał nawet specjalny fanpage na Facebooku, zbierający takie perełki. Poniżej kilka przypadków Samotnej Męskiej Łzy.

Łamiąca serce łezka Brada w "Seven"
Dobrze znana i kochana łezka Deppa w "Cry Baby"

Piękna łezka mojej wielkiej miłości- Andrew Scotta w Foyle's War

wtorek, 22 grudnia 2015

Shit, I'm a schizo.

Nie tak dawno temu moje serce podbił serial Mr. Robot.
Główną postacią w serialu jest Elliot Alderson grany przez Rami Maleka. Pracuje on w firmie E Corp, która zajmuje się po prostu ochroną w internecie dużych korporacji. Elliot robi to jednak trochę wbrew sobie, ponieważ tak naprawdę nie chce ich chronić, ponieważ uważa, że niektóre rzeczy powinny zostać ujawnione. Jest naprawdę bardzo dobrym hakerem i na własną rękę demaskuje np. mężczyzn nagrywających dziecięce pornografie. Generalnie jest zniesmaczony światem i stara się coś dla niego zrobić, żeby był lepszy. Przez swoje dzieciństwo miał liczne problemy psychiczne. Radził z nimi sobie sam podając sobie morfinę i suboxone żeby nie dać się uzależnić.
Elliot zaczyna działać w fsociety, które jest inspirowane grupą aktywistyczną Anonymous. Fsociety zależy na tym, aby scrackować banki i uwolnić ludzi od ogromnych długów.
Serial opiera się głównie na wątku programowania, hakowania i problemów psychicznych bohatera.
Bardzo chciałabym powiedzieć więcej, ale naprawdę, jeśli ktokolwiek chciałby zobaczyć ten serial, to nie chcę psuć frajdy.
Wszyscy fani czekają teraz na drugi sezon.


poniedziałek, 21 grudnia 2015

My name is Blurryface

W tym roku ukazała się świetna płyta jeszcze nie do końca znanego w Polsce zespołu- Twenty One Pilots. Zespół tworzy dwójka przyjaciół, Tyler Joseph, który jest odpowiedzialny za wokal, teksty, czasem pogrywa również na instrumentach klawiszowych i ukulele, oraz Josh Dun, który głównie gra na perkusji (chociaż w piosence „We don’t believe what’s on TV” ma swoją wstawkę, którą zagrał na czerwonej trąbce). Polish Skeleton Clique, czyli grupa fanów wyżej wymienionego zespołu, wciąż liczy na to, że w niedługim czasie ukaże się informacja o koncercie w naszym kraju. Do tego czasu trzeba zadowolić się jedynie koncertami u sąsiadów Polski, między innymi w Niemczech i Czechach.

Dość o koncertach, ważniejsze jest to, co znajduje się na nowym krążku, „Blurryface”. Tak jak na poprzednich płytach, chłopcy przekazują własnymi alternatywnymi dźwiękami połączonymi z rapem co czują, jak widzą świat, pojawia się też wątek miłosny, którego na żadnej płycie nie może zabraknąć. Jednak nie mają bzdurnych tekstów („kocham cię, a ty zostawiłeś mnie!” albo „zagwiżdż w mój gwizdek!”), potrafią bardzo ładnie za pomocą najróżniejszych przenośni pokazać wachlarz uczuć i dzielić się nim ze swoimi fanami. 



niedziela, 20 grudnia 2015

Op op opener

Dwa dni temu usłyszeliśmy super wieść. Wiadomo już było, że dzięki swojej obecności Red Hot Chili Peppers na tegorocznym Openerze zapowiada się świetny line-up. Red Hotów słyszałam już raz na żywo w 2012r i wszelkie opinie, że dają słabe koncerty okazały się mylne. Zatem wieść, że w tym roku przyjadą na Openera bardzo mnie ucieszyła no i tegorocznej edycji nie mogę sobie już odpuścić.

Oprócz Kalifornijczyków pojawi się też Florence + the Machine (która ogłoszona była jako pierwsza) i... Foals.
Foals wystąpi tego samego dnia co RHCP z czego ogromnie się cieszę, ponieważ nie mogę sobie pozwolić na karnet. Grają oni alternatywny rock i mają naprawdę ciekawe brzmienie. Na Openerze pojawiają się już któryś raz. Naprawdę się cieszę, że będą supportem Papryczek i mam nadzieję, że na ten dzień ogłoszone zostaną jeszcze inne super zespołów.


sobota, 19 grudnia 2015

May the force be with you!

W końcu nadszedł ten dzień! Fani w końcu się doczekali premiery. Niektórzy jeszcze nigdy nie mieli przyjemności na premierze Star Warsów się pojawić, ponieważ byli zbyt mali nawet kiedy pojawiały się pierwsze, albo jak ktoś woli-nowsze, części. Teraz jednak w końcu się doczekali premiery.
Można by pomyśleć, że cóż... Odgrzewany kotlet... Wyciąganie starych filmów i próba ulepienia z tego czegokolwiek może okazać się marna. A jednak nie! W sumie nie spodziewałam się nawet tak dobrej części. Przebudzenie Mocy dalej ma w sobie coś charakterystycznego dla Gwiezdnych Wojen. Jest w całości te malutkie żarciki. Te szczegóły, które naprawdę śmieszą. Powracają również stare postaci. Mamy niezastąpionego Hana i księżniczkę Leię. Jest też ukochany Chewbacca. Świetną rolę odegrał też nasz Luke, który z filmie zdążył jedynie... właściwie nic nie zdążył. Zdążył się tylko pokazać na ostatnie kilka sekund filmu.
Z nowych postaci poznajemy Rey, Finna (między nimi widać wyraźny friendzone) i Poe (który przeze mnie i przez fanów shipowany jest z Finnem :")).
Nowym droidkiem jest C-3PO, ale nie ma co się martwić. 2R również występuje.
Po ciemnej stronie mocy jednak poznajemy Kylo Rena, który od razu zyskał moją sympatię. I teraz uwaga, ogromny spoiler. Kylo okazał się synem Hana i Lei! Tak! Syn tej wspaniałej pary przeszedł na ciemną stronę mocy. Właśnie dlatego Luke, który szkolił Kylo i inne dzieci na rycerzy Jedi usuwa się i na tym film właśnie polega, że wszyscy szukają Luke'a.
W trakcie filmu okazuje się również, że Rey, która pojawiła się tu przecież całkiem przypadkiem ma w sobie krew rycerzy. Zatem prawdopodobnie jest dzieckiem Bena Kenobiego, albo Luke'a.
Finn jest jedynym z klonów, który jednak się wyłamał uciekł.
A Poe? Poe jest w grupie rebeliantów i jest pilotem.
Myślę, że najważniejszej sceny filmu zdradzać nie będę.
Podczas filmu wystąpiło dużo śmiechu, ale i pojawiły się łzy. Myślę, że każdy powinien dowiedzieć się o tym sam co takiego się stanie, a nie z blogów. Mam nadzieję, że nie naczytacie się wcześniej za dużo spoilerów.
I niech moc będzie z wami!


piątek, 18 grudnia 2015

London Spy

BBC znowu wypuściło coś świetnego! London Spy. Ów mini-serial opowiada o dwóch mężczyznach. Danny (Ben Whishaw) i Alex (Edward Holcroft) pochodzą z zupełnie dwóch różnych światów.
Pierwszy- zagubiony romantyk z ciężką przeszłością, pracujący w zawodzie magazyniera i mieszkający u znajomej.
Drugi- bogaty bankier i czysty geniusz pogodzony ze swoją samotnością.
Mężczyźni poznają się zupełnie przypadkiem i zakochują się w sobie.
Nie można nazwać spoilerem tego, że napiszę rzecz oczywistą. Skoro to kryminał i dramat to jeden z bohaterów musi zginąć/zaginąć. Tym kimś jest nasz Geniusz.

po lewej Alex i Danny
Film poza świetną obsadą i naprawdę ciekawą fabułą jest też świetne nagrany. Można rozkoszować się każdą najmniej istotną sceną. Wszystkie kadry są wspaniałe. Serial jest nakręcony w Londynie więc też dla wielbicieli miasta jest to kolejny plus.
London Spy nie jest jednym z tych przewidywalnych seriali. Knuje się tezy odnośnie wielu spraw, ale przeważnie się nie sprawdzają. Większość jest dla nas po prostu zaskoczeniem. Szczególnie wiele kłamstw, które Danny obalił.

czwartek, 17 grudnia 2015

GrubSon na Woodstocku

Od dzisiaj w sklepach dostać możemy rejestrację świetnego woodstockowego koncertu.
Na koncert Grubsona przybyła naprawdę masa ludzi. Trudno było mi uwierzyć, że pod małą scenę może przybyć tyle ludzi! Może nie jestem jego największą fanką, chociaż bardzo go lubię, ale na jego koncercie bawiłam się naprawdę świetnie.
Jurek Owsiak o koncercie mówi tak: Ten muzyczny spektakl to najlepszy dowód na to, że Przystanek Woodstock zmienia się z roku na rok – nie tylko pod kątem muzycznym, ale i topograficznym. Wiele lat temu założeniem Małej Sceny było pokazanie twórczości artystów "polowych", mocno identyfikujących się z woodstockową publicznością. Przyszedł moment, w którym podjęliśmy decyzję, że Mała Scena powinna stać się wyrazistym uzupełnieniem grania Dużej Sceny. Mała Scena gra od tej pory wszystkimi stylami, a swoją moc czerpie także z nowego, wygodnego dla publiczności miejsca (zjechała bowiem ze Wzgórza ASP). Festiwal w 2015 roku pokazał, że to co dzieje się na Małej Scenie może być konkurencją dla Dużej Scen i na koncerty przyciągać wielotysięczną publiczność. 


Spotkanie z Grubsonem było właśnie taką chwilą, podczas której każdy fan muzyki, który dopiero pojawiłby się na naszym festiwalu - byłby święcie przekonany, że bawi się pod Dużą Sceną. Doskonałe nagłośnienie, moc światła, dekorów i oczywiście artysta nadawały wielkoformatowy ton w bardzo wielu koncertach. Grubson i jego specjalnie powołana na ten koncert ekipa pokazali wielkoformatowe show. Doskonała umiejętność kontaktu z publicznością, co w przypadku spotkania z rapem jest rzeczą pierwszorzędną, przez Grubsona i jego załogę zostało wykorzystane w 101%. Do tego przekaz, który daleko, bardzo daleko wykracza poza standardowe i wyświechtane raperskie tematy o nieprzystosowaniu, biedzie, chłodzie i wszystkich złych tego świata, pozwolił oddać się fantastycznej zabawie podkręcanej dodatkowo dzięki byciu częścią tego wielkiego, radosnego tłumu

środa, 16 grudnia 2015

Z ostatniej chwili!

Nie mogłam długo czekać z pisaniem tego posta. Pół godziny temu oficjalnie zostało potwierdzone, że pierwszym headlinerem 22 Przystanku Woodstock jest APOCALYPTICA!
Zespół co prawda już dziś rano sam napisał na swojej stronie, że u nas wystąpi, ale dopiero teraz jest to potwierdzone przez organizatorów.
Apocalyptica gra heavy metal, lecz w nietypowy sposób. Grają oni symfonicznie. W skład zespołu wchodzi trzech wiolonczelistów i jeden perkusista.
Zespół zasłynął ze swojego debiutowego albumu, który był symfonicznym wykonaniem piosenek Metalliki. Jestem ogromną fanką tego albumu. Wywołuje on we mnie niesamowite emocje.
Jeśli mam być szczera to jest to jedyny tak dobrze mi znany album zespołu. Dużo innych utworów powstało we współpracy z innymi artystami i są one dobre, ale to jednak nie tak dobre, jak pierwsze. Wiadomo jednak, że ich koncerty są niesamowite. Cieszę się więc bardzo, że to właśnie oni, są pierwszym ogłoszonym zespołem na Przystanek Woodstock, który jest dla mnie tak ważny.

wtorek, 15 grudnia 2015

Postanowienia noworowczne

Pierwszy raz się na to zdecydowałam. Pierwszy raz chciałabym postawić sobie na przyszły rok jakieś postanowienia.

  • Zwiedzę jak najwięcej miejsc.
  • Będę robiła jak najwięcej zdjęć.
  • Będę uczestniczyła w masie wydarzeń kulturalnych. 
  • Nadrobię zaległości w filmach
  • i książkach.
  • Przestanę się ograniczać i marzyć, tylko zacznę działać.
  • Pójdę do przodu.
  • Stanę się mniej zależna od innych. 
  • Sierpień poświęcę na pracę w celu zarobienia jakichś pieniędzy.
  • Z kolei pieniądze pewnie poświęcę na koncerty.
  • Przestanę interesować się czyimś życiem.
  • Obejrzę filmy, które nominowane będą do Oscarów.
  • Stanę się ciekawszą osobą. 

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć

Zapomnieliście już o przygodach Harry’ego Pottera? A może jesteście fanami magicznego świata? W obu przypadkach mam dobrą wiadomość- J.K. Rowling, autorka przygód o młodym czarodzieju nie da wam puścić go w niepamięć. Niewiele osób, które nie są fanami Harry’ego, wie o tym, że autorka wydała więcej książek związanych z magicznym światem. Jedna z nich, a mianowicie „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, zostanie zekranizowana w przyszłym roku. Główną rolę zagra Eddie Redmayne, który wcieli się w postać Newta Scamandera. Utwór bowiem nie opowiada dalszych losów poznanych już przez nas wcześniej bohaterów, akcja będzie się odgrywała w innych czasach, będzie mówiła o innych postaciach, ale magii na pewno w niej nie zabraknie. Film pojawić się ma na ekranach w listopadzie 2016r.


niedziela, 13 grudnia 2015

TOP 5: wydarzenia muzyczne

Nie mogłam odpuścić sobie tego posta. Muzyka to coś czym żyję, a koncerty to moja ulubiona forma spędzania czasu. Dzisiaj zatem o najlepszych koncertach tego roku.
  • miejsce 5: Luxtorpeda w Gnieźnie
    Był to mój pierwszy koncert Luxtorpedy i byłam pozytywnie zaskoczona energią, którą przekazują ze sceny i w ogóle całokształtem. 
  • miejsce 4: LuxFest
    Byłam tylko na jednym dniu, ale super czas, super organizacja, wszystko super.
  • miejsce 3: Jarocin
    Zdaję sobie sprawę, że Jarocin 2015 jest uznawany za najgorszy Jarocin. Zgadzam się. Jednakże jeden dzień tego festiwalu naprawdę mi się przypodobał, bo grało Curly Heads i moje ukochane Lao Che. Do tego poznałam My Riot i to to dopiero był świetny koncert... 
  • miejsce 2: Lao Che
    Najlepszy polski koncert. Kiedyś napiszę dłuższy post o Lao Che to na pewno o tym wspomnę.
  • miejsce 1: Woodstock i Dubioza Kolektiv
    Nie mogłam zrezygnować ani z jednego, ani z drugiego. Zarówno o Woodstocku jak i o Dubiozie już pisałam. Woodstock to najważniejszy festiwal. Najlepsze dni, najlepsi ludzie, najlepsza atmosfera. Jednak żaden woodstockowy koncert nie może równać się z koncertem Dubiozy, który zdecydowanie był najlepszy w tym roku jeśli nawet nie najlepszy ze wszystkich. 
To było naprawdę trudne. Proszę mi wierzyć. 

sobota, 12 grudnia 2015

Marvelowy szał

Postacie Marvela są powszechnie znane, prawie każdy wie kim jest Iron Man lub Thor. Powstało wiele filmów na podstawie komiksów Marvela, jestem fanką szczególnie pierwszej części „Avengers” jednak… czy nie za dużo naraz? Dopiero co w kinach pojawił się Ant-Man, a już w zapowiedziach kinowych możemy zobaczyć zwiastuny dwóch nowych- sequela nawiązującego głównie do postaci Kapitana Ameryki i Iron Mana, oraz film, w którym zobaczymy zupełnie nowego super-bohatera. Ekranizacje, pomimo świetnych efektów specjalnych nie cieszą już tak jak wcześniej, coraz częściej robione są jedynie dla pieniędzy, a my widząc kolejny zwiastun z podpisem „Marvel”, wzdychamy i pytamy: „znowu?”. Tak jak wcześniej byłam zachwycona oglądając Iron Mana lub Avengers, tak teraz nawet nie mam ochoty wybrać się do kina.

piątek, 11 grudnia 2015

TOP 5: premiery albumów

Dzisiaj chciałabym słówko o tegorocznych albumach.
  • miejsce 5: Sol Invictus- Faith No More
    Wydać po 18 latach płytę i pokazać, że dalej ma się "to coś"? Tylko Faith No More.
    Płyta może trochę spokojniejsza niż by można się było spodziewać po Pattonie, ale dalej bardzo dobra.
  • miejsce 4: The Mindsweep- Enter Shikari
    Dużo elektroniki. Szczególnie uwielbiam The Last Garrison i Anaesthetist 
  • miejsce 3: Sea You Later- The Dumplings
    Już nawet pisałam o tym albumie w moim pierwszym poście. Dużo lepszy niż debiutancki. 
  • miejsce 2: Dzieciom- Lao Che
    Najważniejszy polski zespół. Bałam się, że nowa płyta okaże się słabizną. Potrzebowałam chwili czasu, żeby się do niej przekonać, ale aktualnie uwielbiam! 
  • miejsce 1: The Day Is My Enemy- The Prodigy
    Ulubiony zespół. Świetna płyta. Co by tu dużo mówić...

    No i dodatkowo mimo iż nie jest to do końca cały album, tylko Epka, to muszę też powiedzieć, że w tym roku duże wrażenie nie ma wywarła epka Luxtorpedy. Trzy utwory, które się na niej znalazły są naprawdę bardzo ważnymi utworami.

czwartek, 10 grudnia 2015

Flower Power

Jednym z lepszych koncertów z zeszłego Woodstocku był zdecydowanie koncert Ani Rusowicz z projektem Flower Power. Był to szereg świetnych coverów z uczestnictwem świetnych polskich wokalistów. Pojawił się między innymi Dawid Podsiadło, Organek, Natalia Sikora, Natalia Przybysz, Gienek Loska i wiele innych artystów. Atrakcją było, że podczas projektu publiczność dostała kolorowe proszki, które szczególnie w tym roku były bardzo popularne przez Festiwale Kolorów.

Wyjątkowy koncert, który w każdym elemencie najlepiej ilustruje tytuł projektu - „Flower Power”. Zobaczcie ten koncert, który dla niektórych opowiada historię muzyki i przypomina piękne i kolorowe czasy, które odbiły niesamowite piętno nie tylko na muzyce, ale i obyczajowości i polityce. Ten koncert podsunął nam kolejne pomysły, co jeszcze powinno zostać zaśpiewane w czasie projektu, ale może na tym to polega, że mając za mało czasu - przypominamy sobie o wielu, wielu wspaniałych utworach tamtych czasów, tamtych dni. 12 utworów, które znajdziecie na płycie, przelatuje jak mgnienie! Gwarantujemy Wam dobry nastrój, szybsze bicie serca i melodie w głowie, które jeszcze długo, długo będą Wam przypominać o projekcie „Flower Power”. Płyta dla rodziców, płyta dla Was. -Jurek Owsiak

Tego nie da się opisać. Nawet filmy nie ukazują tej energii i szczęścia panującego wokół. To trzeba przeżyć.


środa, 9 grudnia 2015

And I'd be a cow just to see you smile

Curly Heads jest młodym polskim zespołem, który zaistniał rok temu dzięki swojej solowej płycie-Ruby Dress Skinny Dog. Chłopaki są z Dąbrowy Górniczej i w 2010 roku postanowili zacząć razem grać. Początkowy skład zespołu był inny. Zespół powiększał się o nowych członków, aż było ich sześcioro. Po jakimś czasie jednak upuścił ich Tomek-klawiszowiec. W zespole zostało więc jeszcze tylko dwóch Tomków, Damian, Oskar no i Dawid. Nie ma co się oszukiwać, że sukces Curly powinien być przypisany właśnie jemu. A czemuż to? A właśnie dlatego, że Dawid to ten znany, lubiany i ceniony nawet przez najbardziej krytycznych krytyków świata Dawid Podsiadło. Siła jego głosu jest imponująca. Jego solowa działalność odniosła ogromny sukces. Wrócił on jednak do przyjaciół i nagrali w końcu płytę. Krążek jest w ostrzejszym (i dla mnie dużo lepszym) brzmieniu niż ten solowy, ale wokalista jak sam mówi odnajduje się w oby dwóch brzmieniach.
Nazwa zespołu jak można się domyślić pochodzi od fryzur muzyków. Czterech na pięciu chłopaków ma włosy kręcone.
Debiutancka płyta zespołu wyszła 21 października 2014. Wcześniej pojawił się singiel Reconcile w którym od początku się zakochałam i był to początek mojej przygody z Curly Heads. Z niecierpliwością czekałam na wydanie płyty i kiedy się ukazała byłam pod jej mocą bardzo długo.
Na żywo zespół słyszałam 4 razy. Pierwszy raz w zeszłym roku. Wszystkie koncerty były naprawdę bardzo dobre. Poza tym, że robią dobrą muzykę i dają dobre koncerty, to są też zabawnymi ludźmi o czym świadczą np. zapowiedzi koncertów, filmiki i atmosfera na koncertach.
Zdecydowanie nie jest to zespół, którego jedynymi fanami są młode dziewczyny zakochane w pięknych chłopakach (zwłaszcza, że żaden z nich nie jest ponadprzeciętnie przystojny). Co prawda pierwsze kilka rzędów na koncertach to właśnie one, ale dalej stoi dużo osób dojrzałych. Ku mojemu zdziwieniu, jak stałam na w kolejce na ich pierwszy koncert, a fanki zdążyły już wejść to cała, naprawdę długa, kolejka wypełniona była ludźmi po 30. roku życia. Również widać to po ich występie na Przystanku Woodstock. To akurat był ich najlepszy koncert. Chociaż na Woodstocku wszystkie koncerty są o wiele lepsze. Przysięgam. Nie pomyślałabym, że koncert Mroza może być tak świetny, a jednak na Woodzie wszystko jest możliwe. O tym prawdopodobnie jeszcze napiszę osobny post.
Podsumowując: Curly Heads to jeden z moich ulubionych polskich zespołów.

wtorek, 8 grudnia 2015

If we burn, you burn with us

Warto w końcu wspomnieć kilka słów na temat bardzo ważnej dla mnie trylogii. Nie wykazuję się przy tym oryginalnością, bo to przecież bardzo głośna trylogia. Każdy jeden gimbus słyszał przecież o Igrzyskach Śmierci. Nie mogę jednak odpuścić sobie chociaż jednej notki na temat tej książki. Myślę, że to nawet dobry czas, bo nie tak dawno pojawiła się ekranizacja ostatniej części trylogii.
Muszę podkreślić, że książkę czytałam jeszcze przed wielkim szałem z nią związanym. Te trzy książki były książkami, które otworzyły mnie na czytanie. Wcześniej niechętnie sięgałam po książki, chociaż też kilka wcześniej z własnej woli przeczytałam, ale to nie było to samo.
Trylogia Suzanne Collins ma etykietkę literatury młodzieżowej. Nie do końca jednak zgadzam się na tak krzywdzące traktowanie. Fakt faktem, że niektóre wątki rzeczywiście pisane są pod młodych ludzi. Przede wszystkim wątek miłosny Katniss i Peety oraz Katniss i Gale'a. Te wątki z rozmyślaniem bohaterki nad tym, kogo rzeczywiście kocha i czy w ogóle któregokolwiek kocha są naprawdę denne i psują obraz Katniss. Jednak to tylko te wątki są zbędne. Reszta jest w idealnym miejscu i są idealnie opisane.
Zawiera dużo prawd. Trzeba odbierać wiele rzeczy metaforycznie. Ważny też jest sposób w jaki przedstawione są media sterujące ich światem. Przecież czy w naszym świecie nie jest tak samo? Czytając Igrzyska możemy sobie zdać w końcu sprawę ze spraw na które teraz nie zwracamy uwagi, bo są dla nas codziennością.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

TOP 5: filmy

Jedziemy dalej z tegorocznymi top 5. Tym razem filmy. Jednak nie filmy w tym roku wyprodukowane, a obejrzane. Cóż... Filmów oglądam bardzo mało, bo już prędzej wciągam seriale, a najchętniej poświęcę czas 2h filmu, na słuchanie muzyki.

  • miejsce 5: Cry-Baby (John Waters)
    Jedyny musical, który mi się podobał. Naprawdę świetny, no i Johnny...
  • miejsce 4: Chappie (Neill Blomkamp)
    Film o droidzie w którym gra Yolandi Visser i Ninja z Die Antwoord. Gdybym miała go oceniać tylko przez ich pryzmat to byłby na pierwszym miejscu. Jednak ja pryzmatów kłaść nie będę. 
  • miejsce 3: Django (Quentin Tarantino)
    W końcu udało mi się obejrzeć. To nie plotki. Django naprawdę jest świetny.
  • miejsce 2: Sin City (Robert Rodriguez, Frank Miller, Quentin Tarantino)
    Kolejny Tarantino, tylko tym razem tylko tym razem sprzed 10 lat. Zarówno forma, obsada, jak i fabuła powalają.
  • miejsce 1: Amelia (Jean-Pierre Jeunet)
    W sumie nie potrafię uzasadnić mojego zachwytu Amelią. Jest to po prostu bardzo pozytywny film. Niesamowite, świetnie przedstawione historie. Nie potrafię nawet wyjaśnić, dlaczego tak bardzo na nim płakałam. 

niedziela, 6 grudnia 2015

Taki duży, taki mały

Dzisiaj kilka słów o zespole znanym raczej każdemu. A dlaczego akurat dzisiaj? Dlatego, że dzisiaj w Toruniu ma miejsce Mikołajkowy LuxFest i właśnie powinna trwać (problemy techniczne, ale pewnie zaraz się zacznie) transmisja tego koncertu. Oprócz tego właśnie dzisiaj jest święto ważne dla szczególnie młodych osób. Mowa oczywiście o Mikołajkach. Święcie, kiedy to święty Mikołaj przynosi słodkie prezenciki małym, grzecznym dzieciom, zostawia je w czystych, uprzednio umytych i wypastowanych butach i częstuje się ciasteczkiem oraz mlekiem.
Zespołem, o którym chcę wspomnieć to oczywiście Arka Noego. Są oni szczególnie bliscy mojemu sercu. Jest to mój pierwszy ukochany zespół i pierwszy koncert.
Nieoficjalnie zespół jest moim rówieśnikiem. Powstał w roku 1999 kiedy to przyjechał z okazji pielgrzymki do Polski papież Jan Paweł II. Arka opiera się na tekstach religijnych.
W skład zespołu, przynajmniej na początku, wchodziły dzieci członków zespołu 2Tm2,3 i ich przyjaciół. Teraz wiadomo, że mogą tu już się pojawiać nawet dzieci tych dzieci. Sam Litza twierdzi, że przez całe istnienie zespołu do roku 2011 mogła przewinąć się setka dzieci.
Debiutem Arki była piosenka Tato, czyli Nie boję się, gdy ciemno jest. Nagrano płytę A gu gu i została ona wydana w roku 2000. Potem powstały kolędy, które polecam na ten przedświąteczny czas. Nie wyobrażam sobie świąt bez kolęd Arki Noego. Są przeurocze. Powstało dalej jeszcze 9 krążków. Wszystkie niesamowicie zachwycają swoją prostotą. Dzieci nie mają wyćwiczonych głosów. Po prostu są zwykłymi dziećmi i śpiewają proste piosenki. Mimo iż mam już 16 lat, to od Arka nigdy mi się nie nudzi i cały czas poluję na jakiś ich koncert.

koncert z okazji kanonizacji Jana Pawła II

sobota, 5 grudnia 2015

TOP 5 2015: Literatura

Jako że mam grudzień, koniec roku, to czas na podsumowania. Przygotowałam małą serię rzeczy z TOP 5.
Dzisiaj Top 5 w kategorii: literatura
  • miejsce 5: Will Grayson, Will Grayson- John Green i David Levithan
    Książka, opowiada naprawdę ciekawą historię, o dwóch Willach Graysonach, których drogi w którymś momencie się przecinają. Historię jednego opowiada jeden autor, a drugiego drugi. Obydwie postacie są świetne i zupełnie od siebie inne. Naprawdę bardzo dobra książka.
  • miejsce 4: Ostatnie życzenie i Miecz przeznaczenia- Andrzej Sapkowski
    To nie plotki. Książki Sapkowskiego są naprawdę świetne. Bardzo szybko pochłonęłam obydwie. Właściwie to postaci Wiedźmina przedstawiać nie trzeba, zatem nawet nie będę próbowała. W tym roku niestety przeczytałam tylko dwie z całej serii o Wiedźminie, ale jestem właśnie w trakcie czytania kolejnej.
  • miejsce 3: 5 części Harry'ego Pottera- J.K. Rowling
    Jak to możliwe, że czytam to dopiero teraz? Nie mam pojęcia...
  • miejsce 2: Złodziejka książek- Markus Zusak
    Naprawdę wciągająca książka o małej dziewczynce w czasie wojny. Wzruszające i piękne.
  • miejsce 1: Zanim się pojawiłeś- Jojo Moyes
    Książka na którą brakuje mi słów. Totalnie mnie zniszczyła. Lou zaczyna pracę u bogatego i przystojnego Willa, który po wypadku, jest sparaliżowany. Okazało się, że Will, nie chce dalej prowadzić takiego życia, a Lou jest tam tylko dlatego, że jego rodzice mają nadzieję, że zdoła ona przekonać chłopaka, że jest dla czego żyć. Nigdy tyle nie płakałam z powodu książki.

piątek, 4 grudnia 2015

I am from Polska take me to Bośnia

Wczoraj był najlepszy dzień w moim życiu. Od poniedziałku byłam chora i się rozkładałam, ale wczoraj specjalnie na potrzeby niesamowitego wydarzenia wyzdrowiałam!
Wrocław 3.12.2015. Klub Alibi. Zespół Dubioza Kolektiv.
Dubioza Kolektiv jest z Bośni i Hercegowiny i grają bałkańską muzykę. Rock wymieszany ze ska z ogromną dawką energii. Istnieją od roku 2003 i powstali, aby śpiewać o problemach w kraju i aby łamać stereotypy dotyczące Bośni. 

Dubioza w starym składzie. Teraz nie ma Armina (pierwszy od lewej), a jest Jernej.

Chłopaki dali najlepszy koncert na jakim dane było mi być, a przecież byłam nawet dwa razy na koncercie mojego ulubionego zespołu-Prodigy, Red Hot Chili Peppers, nawet dwa razy Faith No More... I co? I nic tego koncertu nie pobije! Właśnie... Faith no More. Od tego się zaczęło. 
W czerwcu w Krakowie Dubioza była supportem zespołu Pattona. Sprawdziłam ich jednak niestety dopiero na dzień przed koncertem. Od razu się zakochałam w energii jaką przekazują. Na kilku kawałkach które zagrali w czerwcu skakałam jak głupia i bawiłam się niesamowicie. Stojąc potem na Faith No More krzyczałam nawet przez jakiś czas "Du-bio-za!" ponieważ podobało mi się dużo bardziej niż na zespole dla którego przecież teoretycznie przyjechałam. 
Wczorajszy koncert to totalna miazga. Po drugim kawałku zastanawiałam się czy nie będę musiała wyjść z tłumu zaczerpnąć powietrza, bo płuca zmniejszyły mi się do wielkości tictac'a. Za to już wtedy wiedziałam, że to najlepszy koncert w moim życiu. Od zespołu dzieliły mnie z centymetry. Byłam na barierkach więc nie raz o mnie zahaczyli, albo saksofonista specjalnie podchodził do mnie i innych ludzi i grał od razu przy naszej głowie. Almir nawet wyśpiewał wers piosenki prosto w moje oczy i od jego twarzy dzielił mnie jakiś centymetr. 
Po dwóch godzinach świetnej zabawy i nieustannego skakania koncert się zakończył. Za to wydarzył się znowu coś niesamowitego. Warto wspomnieć, że staram się zorganizować koncert charytatywny dla dziewczyny z okolic, która ma nowotwór mózgu i potrzebuje pomocy. Pisałam więc do wielu zespołów, ale i odezwałam się do Dubiozy. W sumie nie liczyłam, że się odezwą, ale nie miałam nic do stracenia. Napisałam i na dzień przed koncertem menadżer zespołu odpisał mi, że no niestety nie mogą, wywiady, przejazdy itd, za podsunęli mi inny pomysł pomocy. Do tego menadżer zapytał, czy nie umówić mnie z zespołem na piwo. No więc moje serce zamarło. Spotkanie z tym niesamowitym zespołem??? Napisałam, że spotkanie z nimi byłoby świetne i zostałam poinformowana do kogo po koncercie mam się zgłosić. Tak też zrobiłam. Dragan, którego udało mi się znaleźć zaprowadził mnie i moją mamę, która również jest fanką, na backstage. To niedopisania. Chłopaki wiedzieli kim jestem i pamiętali szczegóły mojego maila. Zrobiłam zdjęcia (zazwyczaj unikam robienia sobie zdjęć z idolami, ale tym razem musiałam mieć pamiątkę), poprzytulałam ich i szybko się zwinęłyśmy. Co prawda byliśmy przekonywani kilka razy, że mamy się częstować czym tylko chcemy, ale i tak bardzo szybko poszliśmy. Jednak przeżycie świetne. Uwielbiam ich. Każdemu życzę przeżycia czegoś takiego, co przeżyłam wczoraj ja. 
 

czwartek, 3 grudnia 2015

The game is... something

Dzisiaj kategoria film. Dokładnie serial.
Sherlock Holmes to postać dobrze znana każdemu. Każdemu z nas wielokrotnie o uszy obiło się nazwisko słynnego detektywa z Wielkiej Brytanii.
Postać jak wiadomo stworzył Arthur Conan Doyle. Pierwszy raz pojawił się on w opowiadaniu "Studium w szkarłacie" w 1887r. Stary ten nasz Holmes, nieprawdaż? A czemu dalej o nim tak głośno?
Przede wszystkim dlatego opowiadania Doyle'a przyciągnęły fanów z całego świata. Wszyscy, szczególnie w UK, byli pod mocą wspaniałego detektywa. Kiedy autor uśmiercił bohatera cały kraj był oburzony. Żądano wskrzeszenia Sherlocka, a oprócz tego zapanowała tam prawdziwa żałoba narodowa. Ludzie chodzili z czarnymi przepaskami na ramieniu, aby pokazać swoje cierpienie. Pisarz po wszystkich protestach wskrzesił w końcu bohatera.
Sherlock Holmes stał się ikoną popkultury. Na myśl o szczupłej postaci w długim płaszczu, z fajką, lupą i często w charakterystycznym kaszkiecie ze "skrzydełkami" od razu przypomina nam Holmesa.
Po opowiadaniach Arthura Conana Doyle'a powstało jeszcze mnóstwo adaptacji. Książek o Sherlocku powstało jeszcze wiele. To samo z filmami.
Również na pomysł ekranizacji wpadł Steven Moffat i Mark Gatiss. Sherlock w wykonaniu BBC jest wprowadzony do czasów współczesnych. Wszystkie najważniejsze elementy w serialu pojawiają się jednak również i tu. Sherlock, którego odwrócą jest Benedict Cumberbatch, ma swojego przyjaciela dr. Johna Watsona (Martin Freeman), zamieszkuje 221B Baker Street, ma brata Mycrofta (Mark Gatiss), arcywroga Jima Moriarty (Andrew Scott)-najlepsza postać w serialu- i z charakteru jest naprawdę bardzo podobny do oryginału.


Sherlock oczywiście powala swoją inteligencją i humorem. Arogancki dupek, a jednak uwielbiany przez tylu fanów. Serial BBC nie ma co się oszukiwać, ale jest po prostu na bardzo wysokim poziomie. Każdy odcinek Sherlocka ma po półtorej godziny, ale odcinków od lat pięciu powstało tylko dziewięć. Czas realizacji działa tylko i wyłącznie na korzyść serialu. Osobiście nie uważam, żeby Sherlock jakkolwiek spadał ze swoją jakością, a to bardzo popularna tendencja w dzisiejszych czasach. Każdy następny sezon serialu, albo każda następna część filmu przeważnie będzie już gorsza. Tu jednak fani mają do twórców ogromne zaufanie. Skoro czekamy tak długo, to przecież nikt nie wciśnie nam byle jakiego odcinka.
Jak już wspomniałam fani detektywa są wystawiani na ogromne próby. Każdy nowy sezon (a mamy ich trzy) pojawia się co dwa lata. Ostatni sezon emitowany był w styczniu 2014r. Zatem wychodzi na to, że po Nowym Roku czeka nas nowy sezon i owszem, jest to informacja potwierdzona przez twórców. Zatem cóż... pozostaje tylko czekać i liczyć, że ten sezon będzie jeszcze lepszy.

środa, 2 grudnia 2015

Księga Emigrantów

Dziś kilka słów o najnowszym albumie Czesława Śpiewa. Co prawda jest już rok po jego premierze, ale myślę, że to ważna płyta i chcę o niej napisać. 
Twórczość Czesława towarzyszyła mi właściwie od wydania albumu "Debiut" w 2008 roku. Było o nim bardzo głośno i został dwukrotnie nagrodzony platynową płytą. Zawsze twórczość Mozila ceniłam i nawet jako dziecko bardzo lubiłam. 
Tom I Księgi Emigrantów jest zebraniem odczuć emigrantów i przedstawieniem ich w świetny, artystyczny sposób. Czesław usłyszał wiele niepochlebnych komentarzy na temat przede wszystkim singla- Nienawidzę Cie Polsko. Ludzie zupełnie bez jakiegokolwiek zastanowienia byli oburzeni, że Mozil może śpiewać tak okropne rzeczy. No cóż... Podmiotem lirycznym utworu są emigranci, a niekoniecznie sam artysta. Cała płyta śpiewana jest przecież w imieniu emigrantów, a poza tym Czesław nawet nie jest autorem tekstów, bo jest nim Michał Zabłocki. 

fot. Andrzej Hulimka



























Mi osobiście jest nieco łatwiej to zrozumieć, ponieważ sama będąc dzieckiem przez 2/3 lata byłam na emigracji. Do Polski wróciłam dopiero kiedy zacząć miałam edukację w szkole podstawowej. Niby byłam za mała, żeby tak odbierać wtedy całą sytuację. Rzeczywiście- nie widziałam złych stron w swoim pobycie tam. Przynajmniej w ostatnim roku, bo na początku były bariery językowe, ale jako dziecko szybko przyswoiłam sobie nowy język. Słuchając jednak tej płyty po latach doskonale rozumiem większość uczuć i aluzji pojawiających się w utworach. Ciężko jest to rzeczywiście zrozumieć, jeśli nigdy na emigracji się nie było, ani na emigracji nie ma się nikogo z bliskich.

Niestety nie jestem zbyt oryginalna w kwestii ulubionego utworu z płyty, bo jest nim Nienawidzę Cie Polsko. Dla mnie jest to po prostu kwintesencja uczuć emigrantów. To niezdecydowanie i zmieszanie... Wszystko zawarte jest w utworze. Ważne jest też też że to właśnie Czesław tą płytę nagrał, ponieważ jako że sam był na emigracji, i to bardzo długo, to na płycie rzeczywiście da się odczuć to zaangażowanie. Mimo iż nie śpiewa własnych tekstów to i tak wkłada w to całe serce. 

Nie miałam jeszcze okazji przeczytać ostatnio napisanej przez muzyka razem z Jarkiem Szybrychtem książki "Nie tak łatwo być Czesławem", ale zamierzam ją nabyć, więc jak tylko przeczytam to prawdopodobnie napiszę na jej temat kilka zdań. 

wtorek, 1 grudnia 2015

Pierwszy? Sea You Later

Właściwie w pierwszym poście na nowym blogu wypadałoby się przywitać, ale co takiego miałabym o sobie przekazać, jeśli wszystko zawarte jest w opisie o mnie? Chcę się zająć muzyką, filmem i może nawet sztuką, chociaż raczej z dużą dominacją muzyki, jako że jest to moja ulubiona dziedzina kultury no i to w niej odnajduję się najlepiej. Jak również napisane jest w opisie o mnie, wiąże swoją przyszłość z kulturą, więc chcę pokazać swoje spojrzenie na nią już teraz. Jako 16-letnia zwykła dziewczyna z małego miasteczka.
Dziś: muzyka.

14 października miała miejsce premiera drugiej płyty The Dumplings- "Sea You Later". Zespół zadebiutował płytą "No Bad Days" na początku zeszłego roku. Wówczas Justyna miała lat 16, a Kuba 17. Poprzednia płyta okazała się ogromnym sukcesem. Duet zyskał wielu fanów i w maju 2014 zostali nagrodzeni Fryderykiem. W tym samym roku zagrali przeszło 50 koncertów. Było to dla nich coś nowego, ponieważ mieli małe doświadczenie sceniczne. Jednak wszystkie błędy i niedociągnięcia fani traktowali z wyrozumiałością.
Duet jednak zdawał sobie sprawę, że do drugiej płyty trzeba podejść z większą powagą. Odczuwali też presję fanów wypytujących o nadejście nowej płyty. Zatem zanim się pojawiła musiała ona być dopracowana w każdym calu i lepsza od poprzedniej.
No więc mamy. "Sea You Later" rzeczywiście jest na wyższym poziomie. Kuba wyraźnie rozwinął swoje umiejętności zabawy muzyką, a Justyna dalej czaruje swoim nieziemskim głosem.
Album przesączony jest elektroniką. Szczególnie słychać ją w utworze Odyseusz i Dark Side. Obydwa są moimi faworytami, właśnie przez dominację elektroniki. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że Nie Gotujemy, który jest pierwszym singlem, i Kocham Być Z Tobą też mnie zauroczyły. Szczególnie ten pierwszy, ponieważ napawa mnie masą pozytywnych emocji. Tide Of Time również jest według mnie naprawdę dobrym utworem i słychać w nim nutkę Amy Winehouse. Justyna wyjaśniła na koncercie, że piosenka inspirowana była filmem "Amy" więc mamy odpowiedź dlaczego.

Pakamera.pl / Filip Blank

No i właśnie. Koncert. 13 października po raz trzeci w tym roku miałam przyjemność być na koncercie The Dumplings. Był to najlepszy z tych trzech koncertów właśnie przez dominację utworów z nowej płyty, chociaż było to na dzień przed premierą. Co prawda niektóre utwory na żywo już słyszałam, ale mimo wszystko tym razem było ich dużo więcej, więc było tym samym dużo lepiej. Niespodzianką było, że na koncercie jeden z utworów razem z Justyną zaśpiewał Tomek Makowiecki, który gościnnie występuje na płycie zespołu w piosence Sama Wkracza W Pustkę.
Muszę jednak wtrącić tu małą dywersję. Otóż klimat koncertu strasznie psuły prawie całe pierwsze trzy rzędy dziewczyn rejestrujących każdą sekundę koncertu (trzymając telefon pod kątem 45 stopni) na snapchata. Ja naprawdę rozumiem zrobić zdjęcie i minutowy filmik na pamiątkę, bo sama tak robię, ale jednak stanie cały koncert z telefonem jest dla mnie zachowaniem po prostu rażącym.

Podsumowując: Sea You Later to kawał dobrej roboty, zespół pnie się coraz wyżej, a koncerty są coraz lepsze.