Na koncert Grubsona przybyła naprawdę masa ludzi. Trudno było mi uwierzyć, że pod małą scenę może przybyć tyle ludzi! Może nie jestem jego największą fanką, chociaż bardzo go lubię, ale na jego koncercie bawiłam się naprawdę świetnie.
Jurek Owsiak o koncercie mówi tak: Ten muzyczny spektakl to najlepszy dowód na to, że Przystanek Woodstock zmienia się z roku na rok – nie tylko pod kątem muzycznym, ale i topograficznym. Wiele lat temu założeniem Małej Sceny było pokazanie twórczości artystów "polowych", mocno identyfikujących się z woodstockową publicznością. Przyszedł moment, w którym podjęliśmy decyzję, że Mała Scena powinna stać się wyrazistym uzupełnieniem grania Dużej Sceny. Mała Scena gra od tej pory wszystkimi stylami, a swoją moc czerpie także z nowego, wygodnego dla publiczności miejsca (zjechała bowiem ze Wzgórza ASP). Festiwal w 2015 roku pokazał, że to co dzieje się na Małej Scenie może być konkurencją dla Dużej Scen i na koncerty przyciągać wielotysięczną publiczność.
Spotkanie z Grubsonem było właśnie taką chwilą, podczas której każdy fan muzyki, który dopiero pojawiłby się na naszym festiwalu - byłby święcie przekonany, że bawi się pod Dużą Sceną. Doskonałe nagłośnienie, moc światła, dekorów i oczywiście artysta nadawały wielkoformatowy ton w bardzo wielu koncertach. Grubson i jego specjalnie powołana na ten koncert ekipa pokazali wielkoformatowe show. Doskonała umiejętność kontaktu z publicznością, co w przypadku spotkania z rapem jest rzeczą pierwszorzędną, przez Grubsona i jego załogę zostało wykorzystane w 101%. Do tego przekaz, który daleko, bardzo daleko wykracza poza standardowe i wyświechtane raperskie tematy o nieprzystosowaniu, biedzie, chłodzie i wszystkich złych tego świata, pozwolił oddać się fantastycznej zabawie podkręcanej dodatkowo dzięki byciu częścią tego wielkiego, radosnego tłumu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz